Frau, Komm

 

Na Alei Zwycięstwa stanął wczoraj, na kilka godzin, pomnik przedstawiający sowieckiego żołnierza, gwałcącego kobietę. Betonowy monument, wykonany przez studenta ASP, nosił znamienny tytuł „Komm Frau„, czyli „Kobieto, chodź„. Takimi słowami radzieccy zdobywcy Gdańska „polowali” na kobiety tuż po opanowaniu przez nich miasta.

Dużo, i słusznie, mówi się o śmierci Miasta w marcu 1945. Płonące magazyny na Wyspie Spichrzów, morze ruin, wypalone domy, na zawsze utracone pierzeje ulic i bezcenne zabytki. Widzieliśmy zdjęcia, czytaliśmy wspomnienia. W tym samym czasie, tuż obok, działy się inne ludzkie tragedie. Dramaty tysięcy kobiet gwałconych przez żołnierzy 2. Frontu Białoruskiego w piwnicach, szopach, schowkach, gdzie ukrywały się przed nadciągającymi hordami ze Wschodu. W tym czasie zgwałcono prawdopodobnie połowę mieszkanek Gdańska. Większość gwałcono wielokrotnie, część nie przeżyła. Nie odpuszczano ani kilkunastoletnim dziewczynkom, ani osiemdziesięcioletnim staruszkom.

Wciąż za mało mówi się o tej jednej z najbardziej bestialskich form przemocy, jaką przyniosła ta wojna. Mamy pod dworcem pomnik Kindertransportów – ważny i potrzebny osobisty ślad prywatnej historii Holocaustu. I dziś, gdy czytam w gazecie umieszczeniu ( a potem zabraniu) pomnika „Komm Frau” spod czołgu T-34, to myślę sobie: dlaczego nie?

Taki pomnik powinien gdzieś w Gdańsku stanąć. Czy i gdzie istnieje miejsce dla niego najodpowiedniejsze – nie wiem. Czy powinien być to ten projekt, co  poniżej, też nie wiem. Ale tragiczny los tysięcy gdańszczanek, ich prywatny dramat w cieniu Wielkiej Historii zasługuje na upamiętnienie. To na pewno.

Obrazek

 

(Zdjęcie pochodzi z portalu trojmiasto.pl)
Reklamy