„Tyle szczęścia”. Gdański czas Kaliny Jędrusik

 

   Kalina Jędrusik, jedna z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich aktorek.  Niezapomniana pani Wąsowska z „Lalki”, Lucy Zuckerowa z „Ziemi obiecanej”, liryczna  Jesienna Dziewczyna z Kabaretu Starszych Panów.  Żona i muza Stanisława Dygata, skandalistka i symbol seksu, miłośniczka kotów i znakomita mistrzyni kuchni. Pięknie śpiewała (głos miała operowy, doskonale ustawiony) i fenomenalnie przeklinała. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że karierę aktorską rozpoczęła właśnie w Trójmieście i tutaj przez pewien czas mieszkała.

  Dwudziestotrzyletnia Kalina,  świeżo upieczona absolwentka  krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej trafiła do Gdańska latem 1953 roku. Była jedną z kilkudziesięciu osób, które z Krakowa zabrała ze sobą aktorka, reżyserka i pedagog, Lidia Zamkow. Mieli tutaj stworzyć nowy, współczesny teatr. Wraz z Kaliną na Wybrzeże zjechały inne późniejsze znakomitości: Zbyszek Cybulski, Bogumił Kobiela, Leszek Herdegen i inni.  W nowym zespole teatralnym znajdowała się  też starsza od Jędrusik o kilkanaście lat koleżanka, Władysława „Dziunia” Nawrocka. Tym, co zwiąże obie artystki już wkrótce, będzie coś znacznie więcej niż tylko kwestie artystyczne. Nawrocka to bowiem ówczesna, niezbyt szczęśliwa żona pisarza Stanisława Dygata i matka ich wspólnej córki Magdy…

    Tych młodszych oraz starszych aktorów trzeba było gdzieś ulokować, no i zapewnić im scenę do grania. Sytuacja nie była  tak dramatyczna, jak jeszcze pod koniec lat 40-tych, gdy zespół tworzącego nowy teatr Iwo Galla nocował na siennikach w gdyńskim hotelu, nie dojadał i marzł podczas zimnych nocy z powodu braku opału, niemniej jednak ówczesne życie teatralne w połowie lat 50-tych na Wybrzeżu wypada określić mianem pełnej prowizorki. Przede wszystkim, nie istniał teatr z prawdziwego zdarzenia. Sceny na Targu Węglowym oczywiście wtedy nie było: przedwojenny miejski teatr, zwany przez gdańszczan „młynkiem do kawy” był porośniętą trawą ruiną, a nowoczesna pudełkowata bryła zaprojektowana przez Lecha Kadłubowskiego miała się objawić w tym miejscu  ludzkim oczom  dopiero w roku 1967. Przedstawienia Państwowego Teatru „Wybrzeże” odbywały się we wszystkich trzech nadmorskich miastach: nieistniejącym już budynku na Placu Grunwaldzkim w Gdyni (dziś stoi tu Teatr Muzyczny), teatrze kameralnym w Sopocie  oraz w Gdańsku-Wrzeszczu, na miejscu przyszłej Opery Bałtyckiej. Nowo przybyli na Wybrzeże artyści mieszkali  początkowo w Sopocie, w Domu Aktora (dzisiejszym budynku ZAiKS-u), naprzeciwko Grand Hotelu: panowie w przeszklonej werandzie, panie w pokojach na pierwszym piętrze, na piętrowych łóżkach. Dopiero później część z nich przeniesiono do Gdańska. Wtedy Kalina wraz z koleżankami z uczelni, Alicją Migulanką i Maszą Lejman dostały służbowe mieszkania w sercu Drogi Królewskiej, w kamienicy na Długiej, pod numerem 72: Kalina i Alicja, zwana Kicią na drugim piętrze, Masza piętro niżej. Do domu tego nie wchodziło się jak dziś, od podwórza, ale bardziej odświętnie i prestiżowo: od ulicy.

ObrazekDługa 72, gdański adres aktorki

    Jędrusik i Migulankę łączyła wielka przyjaźń i ogromna zażyłość, na tyle bliska, że jeszcze za czasów krakowskich studiów obie dziewczyny powszechnie uważano za parę homoerotyczną. Głównie za przyczyną Kici, która była koleżance absolutnie, fanatycznie oddana i troszczyła się nią jak o dziecko. „Była sługą i podnóżkiem Kaliny” – tak ocenia ich relację Masza Lejman. Ta przyjaźń przetrwała zresztą różne koleje losu, zmiany adresu i sercowe perturbacje obu aktorek: Alicja została  później matką chrzestną siostrzeńca Kaliny i to dzięki jej znajomościom udało się pochować matkę Jędrusik na wilanowskim cmentarzu, na czym bardzo rodzinie zależało.

   Kalina Jędrusik spędziła na Wybrzeżu dwa lata, od lipca 1953 do września 1955. „Start w zawodzie miałam piękny, udany i czysty” – tak po latach wspomina ten okres Kalina. Co prawda jej debiut sceniczny (statystowanie w sztuce „Lubow Jarowaja”) miał miejsce już na pierwszym roku studiów w Krakowie, lecz za oficjalną datę jej aktorskiego debiutu i rolę z prawdziwego zdarzenia a nie elementu sztafażu uznaje się 13 grudnia 1953 i rolę Katii w sztuce „Barbarzyńcy” Maksyma Gorkiego. Rola  była nieduża, ale ambitna Kalina już wtedy zbiera dobre recenzje. W gdańskim teatrze zagrała jeszcze dwie role: w „Nie igra się z miłością” Musseta oraz „Pannie bez posagu” Aleksandra Ostrowskiego. Jaka była wtedy Kalina, na początku lat 50-tych? Nie przypominała jeszcze siebie z lat późniejszych: zmysłowa i kobieca ale jednocześnie krucha, delikatna i bardzo szczupła. Miała ciemnoblond włosy, które spinała w koński ogon, ogromne zielone oczy młodej sowy (jak to określił Kazimierz Kutz) i niesamowicie długie rzęsy, które precyzyjnie pociągała węglowoczarnym tuszem…

ObrazekKalina

    Oczywiście, Wybrzeże to nie tylko granie i życie towarzyskie w podnoszącym się z wojennych zgliszczy mieście. Gdańsk to przede wszystkim miejsce spotkania najważniejszej w życiu Jędrusik osoby – Stanisława Dygata, jej późniejszego kochanka, męża, przyjaciela i po trosze także Pigmaliona. Wszystko wskazuje na to, że tych dwoje spotkać się musiało wcześniej czy później. Pisarstwo Dygata pasjonowało młodą Kalinę do tego stopnia, że to właśnie fragment „Jeziora Bodeńskiego” wybrała sobie jako tekst na egzamin wstępny do krakowskiej szkoły teatralnej. Traf chciał, że kilka lat później znalazła się w zespole aktorskim z jego żoną, Władysławą Nawrocką – grały  nawet razem w sztuce Gorkiego. Dygat zaś do Gdańska trafił „za żoną”, przyjmując posadę kierownika literackiego w trójmiejskim teatrze. Szczegóły ich pierwszego spotkania nie są jasne. Czy spotkali się, jak tego chce aktor Jerzy Woźniak, w sopockim Domu Aktora, podczas organizowanej przez niego „bibki”? Czy raczej, jak pamięta to sama Kalina, był to raczej klasyczny coup de foudre, grom z jasnego nieba: „ W Gdańsku, na spacerze, spotkałam go – szedł z moją koleżanką z teatru, Dziunią Nawrocką; okazało się (o czym jeszcze nie wiedziałam), że była jego żoną. Obejrzałam się – i zobaczyłam, że on też na mnie patrzy, ale jak! Szedł z żoną tyłem, bo patrzył na mnie. U Sienkiewicza to bym wtedy powiedziała: Mój ci on jest ale ja naprawdę tak sobie wtedy pomyślałam – to będzie MÓJ MĘŻCZYZNA”?

   Miała rację, wkrótce byli z Dygatem nierozłączni. Małżeństwo pisarza z Nawrocką było nieudane i nieszczęśliwe, to przyznawała nawet bardzo Kalinie niechętna pasierbica, Magda Dygat, więc pojawienie się Jędrusik zapewne tylko przyspieszyło nieuchronne rozstanie.

ObrazekPierwsza strona programu debiutanckiego przedstawienia Kaliny Jędrusik

   Gdański romans Kaliny wkrótce zaowocował ciążą aktorki. Do dziś nie wiadomo dokładnie kiedy i w jakich okolicznościach, ale dziecko, córeczkę, utraciła. Czy było to poronienie czy przedwczesny poród,  tego nie wiemy. To jeszcze nie były czasy, gdy tego typu żałobę wypadało przeżywać otwarcie, nie istniały grupy wsparcia czy obchodzony w październiku Dzień Dziecka Utraconego. Wtedy takie dramaty zamykało się w czterech ścianach, ukrywając szczegóły przed najbliższymi nawet krewnymi. Tylko wierna Kicia, pocieszając załamaną aktorkę, oferowała jej, że „urodzi dziecko za nią”, jeśli tylko Kalina zechce…

   Niewątpliwie była to jedna z największych traum życiowych Jędrusik. Nigdy później nie zaszła już w ciążę i nigdy nie pogodziła się ze swoją bezdzietnością. Wydaje się, że także wtedy Gdańsk, na chwilę przynajmniej, stracił dla niej swój powab. Z listów Dygata wynika, że utrata dziecka nastąpiła wiosną 1955 roku, a we wrześniu tego samego roku Kalina Jędrusik, zapewne po kilkumiesięcznej rekonwalescencji, definitywnie opuściła Wybrzeże. Zaczęła grać w warszawskim Teatrze Narodowym, zamieszkała z Dygatem w stolicy, gdzie pobrali się w 1958 roku. Rozpoczął się dla niej zupełnie nowy okres życia. Na Wybrzeże zawodowo nie wróciła już nigdy. To miejsce, po rodzinnej Częstochowie i studenckim Krakowie, stało się jednak jednym z jej ukochanych:  „Tyle szczęścia i to w jednym z najpiękniejszych miast, w Gdańsku. Więc jak jest mi smutno, czy ciężko (…) wsiadam w pociąg czy samolot i zimą nawet jadę tam, do moich przyjaciół, do znajomych. Spaceruję, oddycham, odpoczywam (…) moja największa radość, mój odpoczynek to Wybrzeże”.

  W  zielonej „aktorskiej” kamienicy z wizerunkami Modrzejewskiej i Bogusławskiego, gdzie mieszkała Kalina, dziś znajdują się mieszkania i biura, w sezonie w przyziemiu rządzą zaś kręcone lody Soprano. Na fasadzie nie ma informacji, że tu na drugim piętrze mieszkała kiedyś znana polska aktorka. Może przydałaby się taka tabliczka? Taki ukłon w stronę Kaliny, która zawsze chętnie wracała do miasta „wielkich nadziei”?

******

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z biografii aktorki autorstwa Dariusza Michalskiego.