Kadisz Maszy Kaléko (1907-1975)

    Wystarczy przekroczyć bramę.  I gdańska ulica 3 Maja ze swoim miejskim zgiełkiem, szumem samochodów, zgrzytem tramwajów i dudnieniem dworcowych megafonów zostaje w tyle, choć przecież nie dzieli nas od niej żadna lita przeszkoda, żaden ceglany czy betonowy mur. Wkraczamy w obszar osobliwej, kojącej ciszy.

Obrazek

    Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy. Ten niezwykły pomnik, usytuowany u podnóża Góry Gradowej, w miejscu zlikwidowanego Cmentarza Bożego Ciała, stał się symbolicznym miejscem pochówku wszystkich, którzy na gdańskiej ziemi mieszkali i na niej spoczęli – protestantów, katolików, muzułmanów, Żydów. Niemców oraz Polaków. Ich cmentarze zniszczyła historia – i to niekoniecznie ta wojenna, gwałtowna i dramatyczna. Większość przedwojennych nekropolii zabił czas i ludzka obojętność. Żywi wyjechali opuszczając swych zmarłych. Groby pozostawione same sobie, niszczały. Metalowe ogrodzenia, granitowe elementy i nagrobne płyty tajemniczo znikały, by stać się elementem miejskiej lub ogrodowej przestrzeni. Dzieci świętokradczo bawiły się szczątkami ludzkich szkieletów. Księża w większości milczeli. Część starych nekropolii rozryto, jak w Brętowie, pod budowę nowego miejsca kultu. Cmentarze zmieniały się w parki i miejskie zieleńce.

    Pamięć i szacunek powróciły dopiero pod koniec ubiegłego stulecia. To wtedy, w  maju 2002 roku, przy okazji Światowego Zjazdu Gdańszczan, odsłonięto i udostępniono mieszkańcom i przyjezdnym ten mały (a jednocześnie bezkresny) skrawek przestrzeni. Wśród wiecznie zielonych pnączy złożono płyty nagrobne z nieistniejących cmentarzy, zaś punktem centralnym stała się spoczywająca na szczątkach nagrobków granitowa płyta z obiegającą ją inskrypcją: „…tym, co imion nie mają na grobie, a tylko Bóg wie, jak kto się zowie…”. Autorką tych przejmujących słów jest żydowska poetka, Masza Kaléko, a zacytowany fragment pochodzi z  jej opublikowanego w 1942 roku wiersza „Kadisz”.

 Obrazek

    Kim była Masza Kaléko?

    Urodzona w 1907 roku w Chrzanowie (jako Golda Małka Aufen) i zmarła w Zurychu w roku 1975 poetka zapewne nigdy w Gdańsku nie była, jednak  przez całe swoje życie, pomimo wiecznej emigracji, obracała się w kręgu kulturowym tożsamym z tym, w którym tkwili również gdańscy Żydzi. To świat niemieckiej kultury i języka  – Masza Kaléko do końca, nawet w USA i w Izraelu, będzie tworzyć w języku Goethego. Niemiecki, w tym także gdański Żyd był oddanym ojczyźnie patriotą (wielu synów Izraela ofiarnie ginęło na frontach I Wojny Światowej) który nazistowski terror odczuł szczególnie boleśnie, jako wykluczenie z absolutnie dotychczas akceptowanej ojczyzny.

    Ukochanym miejscem na ziemi był dla Maszy Kaléko Berlin. Uciekając jako kilkuletnia dziewczynka wraz z rodzicami przed pogromami w Galicji, przyszła poetka trafia najpierw do Frankfurtu, a potem po 1918 roku, do Berlina. Lata dwudzieste w tym mieście to dla młodej dziewczyny piękny czas. Obraca się w kręgu charyzmatycznych berlińskich twórców awangardy, poznaje Bertolda Brechta i Ericha Kastnera (tego od „35 maja” i „Emila i detektywów”), pisze teksty do kabaretów. Tutaj także debiutuje w 1933 roku tomikiem „Zeszyt lirycznych stenogramów”. W 1928 wychodzi za mąż za nauczyciela języka hebrajskiego Saula Aarona Kaléko. Jego nazwisko, pomimo, przeprowadzonego 10 lat później rozwodu, będzie nosić do końca życia. Po 1933 roku i dojściu nacjonalistów do władzy, wokół Żydów i innych „środowisk nieprawomyślnych” zaciska się pętla terroru. Rozpoczyna się publiczne palenie „niewłaściwej” literatury. Kaléko zdąży jeszcze opublikować jeden tomik, by w 1936  zostać ostatecznie objęta zakazem publikacji. Z faszystowskich Niemiec ucieka w ostatniej niemal chwili: opuszcza Berlin ze świeżo poślubionym drugim mężem Chemjo Vinaverem i ich dwuletnim synkiem Eviatarem. Udają się do Stanów Zjednoczonych – w marcu 1938 roku docierają do Nowego Jorku. Próbują się zaaklimatyzować w nowej ojczyźnie: piękne, biblijne imię syna zmieniają na bardziej swojsko brzmiące Steven. Masza utrzymuje rodzinę pisząc teksty reklamowe – Chemjo nigdy nie nauczy się angielskiego. Oboje w 1944 otrzymują amerykańskie obywatelstwo. Jednak męża Maszy ciągnie do prawdziwej ojczyzny, do ziemi obiecanej. W 1959 wyjeżdżają do nowopowstałego państwa Izrael. Pomimo przebywania „wśród swoich” poetka nie czuje się tu najlepiej, tym bardziej, że ukochany syn pozostał w Stanach. Oboje z mężem, jak wszyscy Żydzi, z uwagą obserwują toczący się tu od 1961 roku proces  odpowiedzialnego za Holocaust Adolfa Eichmanna. Przy okazji tego procesu los pośrednio zetknie poetkę z Gdańskiem, miastem, w którym pół wieku później pojawią się przejmujące słowa jej wiersza: przewodniczącym składu sędziowskiego jest Mosze Landau, gdańszczanin, syn lekarza i działacza ruchu syjonistycznego Izaaka Landaua, urodzony w Wolnym Mieście w 1912 roku. Rodzina Landau opuściła coraz bardziej niegościnny dla nich Gdańsk w 1933 roku, zaś Mosze studia prawnicze ukończył w Londynie.

 Obrazek

    Także w Izraelu spotyka Maszę Kaléko nieoczekiwany cios: w wieku 31 lat umiera ukochany syn, początkujący reżyser Steven Vinaver. Po jego śmierci złamana poetka pisze przejmującą „Elegię dla Stevena”. Pięć lat później odchodzi Chemjo Vinaver, wdowa zostaje na świecie zupełnie sama… Przyszło to, czego w błyskach dławiącego przeczucia obawiała się od wielu lat: „Ja mojej własnej śmierci wcale się nie boję/A tylko śmierci ludzi, którzy są mi bliscy/jakże mam żyć, jeśli porzucą mnie wszyscy ?(…)/Odejście boli dwakroć mniej niż pozostanie” – napisała w wierszu Memento.

 Obrazek

    Po śmierci męża nic Maszy nie trzyma już na ziemi przodków. Wyjeżdża do Europy, wraca do ukochanego Berlina. Myśli, by zamieszkać tam ponownie i dożyć tam kresu swoich dni. Nie udaje się. Umiera w Zurychu w 1975 roku, pokonana  przez nowotwór żołądka. Czy nad jej grobem odmówiono kadisz – żydowską modlitwę odmawianą na pogrzebach?  Nie wiem.

    Ukochany Berlin uczcił swoją poetkę pamiątkową tablicą w podmiejskim Charlottenburgu.

 *****

Korzystałam m. in z artykułu Joanny Roszak „Na ojczyznę wybrała język” zamieszczonym w żydowskim kwartalniku „Cwiszn”.

Fragmenty wierszy Maszy Kaléko w przekładzie Ireny Kuran-Boguckiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s